piątek, 23 listopada 2012

~Rozdział 40

  Siedziałam na kanapie, z Katy na kolanach. Obok mnie Syriusz, Johnny i Nina grali w jakąś grę planszową. Katy powoli zasypiała, wtulona we mnie. Moje powieki też same zaczęły się zamykać. Nie dane mi było jednak trochę odpocząć, bo zadzwonił telefon.
  Podeszłam do niego i podniosłam słuchawkę.
- Słucham - powiedziałam.
- Normo, musisz natychmiast przyjechać do mojego domu! - usłyszałam głos Sary. Była zdenerwowana. 
- Dobrze już, dobrze - oznajmiłam. - Będę za jakieś pół godziny. 
  Odłożyłam słuchawkę i poszłam do garderoby. Przebrałam się i wyszłam z domu. 
  Droga do domu mojej siostry zajęła mi dwadzieścia minut. Kiedy znalazłam się na miejscu, wysiadłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Stałam jeszcze przez chwilę na zewnątrz, marznąc i przeklinając się w duchu za to, że nie wzięłam czegoś cieplejszego. 
  Drzwi otworzyła moja siostrzenica Susan.
- Cześć, ciociu - przywitała mnie, a ja weszłam do środka. - Dobrze, że już przyjechałaś. Mama jest już na skraju wyczerpania nerwowego.
- Co się stało?
- Zobaczysz.
  Poszłyśmy na górę i weszłyśmy do salonu. Zatkało mnie, gdy dostrzegłam kto jest w środku.
  Moja matka siedziała sobie jak gdyby nigdy nic na kanapie Sary, a obok niej siedział jakiś koleś. Chwilę mi zajęło zanim go poznałam. Był on siwy, dość tęgi, i miał wąsik podobny do Hitlera i to dzięki temu szczegółowi go poznałam. Był to Josh, dawny chłopak naszej matki.
- Normo! - zawołała matka na mój widok. - Jak dawno cię widziałam! Pamiętasz moją dawną miłość, Josha? Znów się spotykamy, czyż to nie piękne? A co u Justina?
- Nie jestem z nim od dawna.
- Nieprawda! Przecież widzę obrączkę na twoim paluszku.
- Wyszłam za mąż po raz drugi - wyjaśniłam, chociaż widziałam, że moja matka nie jest na tyle inteligentna, żeby to zrozumieć. - Co cię tu właściwie sprowadza?
  Dopiero teraz dostrzegłam Sarę. Suzie miała rację, mówiąc o jej stanie. Twarz miała czerwoną, ręce jej się trzęsły i wyglądała jakby nie wiedziała czy ma płakać, czy krzyczeć. 
- Bardzo ważna sprawa! - zawołała matka. - Myślę, że musimy zacisnąć więzy rodzinne! Tak mało czasu spędziliśmy ze sobą, że oczywiste jest, iż muszę to naprawić!
  Wymieniłam z Saritą znaczące spojrzenia. 
- Co masz na myśli? 
- Będziemy spędzać ze sobą mnóstwo czasu, aż będziemy znali się na wylot! Czyż to nie wspaniałe?
  Gadała takie głupoty przez cały wieczór. W końcu poszła do swojej sypialni. 
- Jak myślisz, dlaczego przyjechała? - zapytałam moją siostrę.
- Nie mam pojęcia. Dziwne, że akurat teraz się nami zainteresowała, kiedy już nie potrzebujemy pomocy. Lepiej już wracaj do domu i przygotuj się na to co ona szykuje.

  Następnego dnia moja cudowna matka wymyśliła, że musimy się integrować, więc wybierzemy się na całodniową wycieczkę całą rodziną: ja, Syriusz, Katy, Johnny i Nina, Sara, Jackson, Susan, Caroline i Veronica oraz Jesica z Normą-Sarą, Syriuszkiem i Jackiem. Diana nie pozwoliła jechać Percy'emu, gdyż nie był jeszcze członkiem naszej rodziny, przez co Jesica była na nią wściekła. Równie źli byli Susan i Jack, kiedy moja matka nie zgodziła się zabrać ze sobą Angeliki, przyjaciółki Sue i dziewczyny Jacka (tak, mój kilkuletni siostrzeniec ma dziewczynę). Musieliśmy spędzić z Dianą cały dzień co było jednym wielkim koszmarem. W końcu wróciliśmy do domu, a matka powiedziała, że jutro też coś zorganizuje. Chyba muszę zabrać męża i dzieci i gdzieś uciec.

7 komentarzy:

  1. Ależ piękny rozdział! Niesamowicie udany. To pewnie przez ten melanż, bo byłaś taka podekscytowana, że miałaś wenę.

    OdpowiedzUsuń
  2. taki piękny że normalnie przeczytałam go jeszcze raz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Normę wzięło na pisanie! Fajny rozdział po tak długiej przerwie, ciekawe co mamuśka wymyśli :D

    OdpowiedzUsuń
  4. piękny rozdział, ciekawe kto to taką wenę miał?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. super rozdział! odwiedź mojego bloga http://apokalipsazombie123.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń